3 marca 2017

Moje szuflady. Wrzesień w Tatrach Wysokich.

Kozi Wierch, 2291 m n.p.m.

Podoba mi się bardzo zjawisko pisania wierszy do szuflady i kiedyś marzyłam, że coś do swojej szuflady będę chować. Po latach tam zajrzę i wyciągnę dzieło na miarę epoki. Oczywiście stanę się dzięki temu sławna i bogata, bez dwóch zdań. 
Wiersz powstał jeden: 

"Gofry, gofry. Lubię gofry. 
A najbardziej z dżemem!" 
(W wieku lat 7). 

Po tym jednym poetyckim ekscesie już wiedziałam, że kariery jako pisarka to ja nie zrobię. 


Rysy, 2499 m n.pm. - najwyżej położony punkt Polski
Najwyższy wierzchołek, środkowy znajduje się w całości po stronie słowackiej - 2503 m n.p.m.

Szuflada przez lata pozostawała pusta. Po zabawie słowem przyszła pora na spróbowanie się z obrazami. Pojawił się w domu Zenit, brakowało jednak, tak dla mnie bardzo potrzebnego instruktora, który by nauczył i pokierował. Podczas pierwszej, rowerowej wyprawy na wschód słońca (mając lat 11) wizja bycia sławnym fotografem wydawała się bardzo realna, do pewnego momentu...

Hanusovske Sedlo

Do dziś pamiętam, jak byłam radosna, leżąc w trawie, naciskając spust migawki, próbując uchwycić makro-świat. W głowie pełno scenariuszy, w których ludzie gratulują mi wspaniałego spojrzenia na to, co mnie otacza. I mimo, że nie wiedziałam do czego służy to całe pokrętło, co oznaczają te wszystkie liczby, to byłam święcie przekonana, że zdjęcia wyjdą cudowne, bo w wizjerze tak właśnie wyglądał fotografowany przez mnie świat.
Przecież miało być tak pięknie. Wywiady miały być... 

Wschód słońca na Rysach

Nie słuchałam swojej intuicji, która podpowiadała, ze cos chyba jest nie tak, bo ileż to można pstrykać, gdy rolka ma tylko 24 klatki? Tragedia nastąpiła w domu. Po zasłonięciu kratki wentylacyjnej w łazienkowych drzwiach i stworzeniu teoretycznej ciemni, otworzyłam klapę swojego Zenita. Szok!!! Chyba domyślacie się cóż za tragedia się stała. Źle założony film i zniweczona szansa na nagrody i dyplomy zmusiła mnie do odłożenia aparatu do szuflady. W późniejszych latach było jeszcze kilka momentów, w liceum i na studiach, gdy próbowałam swych sił w fotografowaniu, ale miłość ta tylko się tliła, czekając na swój moment. 

Hanusovske Sedlo o pranku.

Dzisiaj niczym olimpijski płomień trwa i nie słabnie, ogrzewa i daje radość. I choć wizje sławy i popularności troszkę zmalały, to wciąż tli się nadzieja na spektakularne BUM!. Dlatego dziś wyciągam z szuflady dla Was kilka zdjęć, moich małych arcydzieł. Szuflada zwie się "Wrzesień w Tatrach Wysokich".

Dolina Pięciu Stawów Polskich.

Dolina Roztoki.

Tuż przed zachodem słońca na Kozim Wierchu.

Hanusovske Sedlo.

Najpiękniejsza góra - Rysy.

Wodospad Siklawa.

Wschód słońca na Rysach.

Tatry Wysokie, Rysy.

O tym jak było na tatrzańskim plenerze fotograficznym można poczytać u Michała :)

14 grudnia 2016

Zjeść ciastko i mieć ciastko w Londynie.


Chciałam zobaczyć miasto nocą z Golden London Eye, podobno wygląda cudownie. Chciałam też zobaczyć zachód słońca i Londyn skapany w barwach złotej godziny. Chciałam zjeść ciastko i mieć ciastko. Gdybym tak przyczaiła się gdzieś za filarem, jak robiłam to za gówniarza w kinie by za darmoszkę obejrzeć kolejny film, to może przy drugim obrocie koła zastałaby mnie już niebieska godzina?






Chciałam zjeść angielskie śniadanie oraz Fish&Chips, a skończyło się na Pad Thai z krewetkami. Podobnie z resztą było w Budapeszcie, zamiast gulaszu był Pad Thai z tofu. [Żołądek domaga się chyba rewizyty w Tajlandii].Spałaszowałam jednak całą paczkę angielskich krówek – fundge, w pięciu lub sześciu smakach popijając brazylijskim espresso na Borough Market ;)








Chciałam w 3 dni zrealizować diabelski plan zobaczenia wszystkiego, nie przewidziałam jednak jak bardzo wciągną mnie dwa gigantyczne Muzea, Nauki oraz Historii Naturalnej.
W Muzeum Nauki jest jedna bardzo budująca lub dołująca dla niektórych ekspozycja, która ocenia wiek i poziom szczęścia zainteresowanego. Nie jest to stricte naukowa machina, ponieważ ocena wykonywana jest na podstawie porównania tysiąca twarzy, które przewinęły się przez muzeum. No ale do rzeczy, zostałam oceniona na 11 lat i na 100% szczęśliwą ;) Jest moc!










Chciałam wiele, w krótkim czasie, przy małym nakładzie pieniędzy, bo Londyn to skarbonka bez dna. Dobrze, że towarzyszyła mi ciotka, była takim nieświadomym hamulcem mojego szaleństwa. Gdybym była sama na bank wróciłabym z butami Alicji za 150 fuli ;)
Przedzieranie się przez dzikie tłumy na Camden Market, łypanie okiem na wszystko co bym chciała i mogłabym mieć, gdybym miała gdzie postawić, zajęło prawie cały dzień. 









Chciałam zobaczyć Londyn i zobaczyłam, i chcę wybrać się tam kiedyś jeszcze raz. Niesamowite miasto, na które patrzę trochę z sentymentem, bo będąc tam czułam się trochę jakby w domu. Z pewnością duży na to wpływ mają prawie trzy lata spędzone w UK mimo, że w zupełnie innym miejscu, jakim jest Walia. 









Niech będzie jeszcze jedno kółeczko ;)