23 września 2014

Wakacje na wariata. Lubię Lublanę nocą.

Rano i w południe Triest, a wieczorkiem już Lublana. 

Leniwy spacer, rozmowy i degustacja regionalnych browarów :D Nie ma co się rozpisywać :p









Ostatnio dużo rozmyślam nad tym czy lepiej podróżuje mi się samej czy w towarzystwie. Co rusz przy którejś z opcji dochodzą plusy i minusy, a jednym z plusów podróży z kompanem jest to, że ma się swojego prywatnego paparazzi :)

18 września 2014

Wakacje na wariata.Wstępniak. Odchaczamy Włochy, po raz pierwszy.

"Skoro złapałaś bakcyla do podróżowania, to może jakiś wspólny wypad zaplanujemy?" rzekł kolega i rozpoczęła się przygoda :p

Gdzie by wyruszyć? Dyskusje nie trwały długo, wybór padł na Bałkany. Setki obejrzanych zdjęć zachwycających miejsc, pełnych niebiańskich kolorów, rozbudzających chęć odkrywania przypieczętowały decyzję, no i ta tułaczka przez kilka krajów, miód na serce :)
Drobnym problemem było na moment miejsce przylotu i odlotu, jako że startujemy z dwóch miejsc, z Holandii i z UK, ale dla chcącego nic trudnego. Wiadomo :) Spotykamy się na włoskiej ziemi, w Trieście.
Mnie czekała troszkę większa przeprawa, gdyż do Triestu musiałam dotrzeć z Treviso, gdzie wylądowałam.

Dzień, w którym pierwszy raz skorzystałam z włoskich kolei przypadł akurat w dniu strajku, gdzie wiele połączeń zostało anulowanych. Ogarnęła mnie panika, gdy pan z kasy nr 1 powiedział, że nie wie kiedy odjeżdża jakiś pociąg i on nie mówi po angielsku, i strajk jest, i koniec :( Błąkałam się chwilę, po mini dworcu w Treviso w poszukiwaniu punktu informacji czy też jakiegoś mundurowego z kolei i nic. Wracam do kas i próbuję w okienku nr 2. Uratowana! Pan mówi po angielsku, pan sprzedał mi bilet i życzył miłej podróży :) Kamień z serca!

Do Triestu docieram wieczorkiem. Po ulokowaniu się w hostelu ruszam po kolację w postaci winka oczywiście, sera wędzonego coś jak nasze oscypki, ale mniej smaczne, kilka węglowodanów do zagryzienia i kilka pomidorków, bo witaminy też muszą być :) Najeść się i spać, taki był plan i został zrealizowany. Kolejny dzień to kilkugodzinny spacer po wymeldowaniu się z hostelu i wyczekiwanie na towarzysza podróży na dworcowej ławce w pozycji na wpół śpiącej. Maszerowanie z plecakiem jest wykańczające, ale z dnia na dzień mniej doskwierało, w końcu człowiek się przyzwyczaił :)
Triest to duże, portowe miasto na północy Włoch, znajdujące się blisko granicy ze Słowenią, naszego kolejnego przystanku na trasie :)


Rozpoczynamy na dworcu, dalej idąc trochę burą Corso Cavour docieramy do nadmorskiego bulwaru Riva Tre Novembre.

Dworzec Głowny, Triest.





Molo Audace, Triest.



Po kilku chwilach docieramy do majestatycznego placu z widokiem na Adriatyk, do Piazza Unitá d'Italia, co tłumaczą jako "Zjednoczenie Włoch". Ciekawą rzeczą jest, że Triest przez wieki, od 1382 roku był pod panowaniem Habsburgów, dzięki czemu Wiedeń miał łatwy dostęp do Adriatyku, a do Włoch powrócił po I-wszej Wojnie Światowej niestety na krótko, do 1943 roku. W latach 1947-1954 Triest należał do Wolnego Terytorium Triestu. Do Włoch powrócił ostatecznie w 1975 roku. 







W wielu miejscach można było obejrzeć zdjęcia przedstawiające wydarzenia z 2 lipca 1914 roku, kondukt pogrzebowy arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego żony, księżnej Hohenberg.

Widok z  Piazza Unitá d'Italia na Adriatyk.

Plac otaczają przepiękne budynki z bogatymi fasadami. Po lewej stronie placu, gdy za plecami woda, stoi Palazzo del Governo zaprojektowany przez wiedeńskiego architekta, Emila Artmana. Po prawej stronie zaś stoi Palazzo Pitteri.



Naprzeciw morza znajduje się Palazzo Comunale.







Z placu wąskimi uliczkami maszeruje w nieznane, w stronę wzgórza San Giusto nad miastem, nie chowając aparatu ani na chwilę :)





Dużym zaskoczeniem pośród nowych budynków, przy komendzie policji było odnalezienie ruin Teatru Rzymskiego.




Pierwsze koty za płoty, schody zaliczone. Zostaje jeszcze tylko kilka krętych uliczek i wzgórze San Giusto zostanie zdobyte :)

Twierdza San Giusto


Katedra San Giusto




Miasto jest ogromne, wiele miejsc zostało nie odwiedzonych, ale to w końcu było tylko kilka godzin we Włoszech. Po południu pojawiło się słońce, a my przechodzimy przez Canal Grande.




 Ostatni fotograficzny przystanek to Piazza Vittorio Veneto.




Do zobaczenia następnym razem w Lublanie :)