29 października 2014

Wakacje na wariata. Kravica w deszczu i Mostarsko piwo. Hvala!

Po nocy spędzonej w najtańszym hostelu podczas naszej wyprawy, 8 eur za noc, wyruszylismy poza miasto. I to całkiem spory kawałek :) 


Głównym celem były wodospady. Już przed wyjazdem wiedzieliśmy, że aby tam dotrzeć musimy wynająć auto lub taksówkę, komunikacja miejska tam nie dociera. Z Sarajewa do Mostaru dotarliśmy autobusem, po upewnieniu się w informacji, że nic w stronę wodospadów nie jeździ poszliśmy targować się z taksówkarzem :) Mój towarzysz podróży przejął inicjatywę i za przejazd w obie strony taksiarz skasował nas 37 eur. Na tripadvisor wyczytałam, że zwykle za taki przejazd biorą 50 eur, ale za wypad na cały dzień, a my nawet godzinki tam nie spędziliśmy :) Drogo, czy nie drogo? Nie wiem, ale liczyliśmy się z tym, że najwięcej kasy pójdzie na przemieszczanie się z miejsca na miejsce.
Pogoda nie dopisała nam wogóle, wręcz olała całkowicie nasze prośby o słońce :) Gdy tylko opuściliśmy Mostar zaczęło padać, a niebo wyglądało tak, jakby zbliżał się koniec świata. Spowite czarnymi, gęstymi chmurami nie przywoływało uśmiechu na twarzy, a deszcz? Deszcz, to było tysiące wiader jak na na śmingus-dyngus, wylanych na głowę. 
Koniec świata nastąpił! 
Przysłuchując sie rozmowie w językach słowiańskich (kolega tylko takich na wyprawie po słowiańskich krajach postanowił używać, czyli polski, rosyjski i polskorosyjski) pana taksówkarza i mojego towarzysza podróży, odkryłam, że aparat przestał działać. Pamiętacie co stało się w Ljubljanie? Najwidoczniej aparat po upadku próbował dla mnie działać dalej, ale nie wystarczyło mu sił na całą wyprawę. Smuteczek :(
Poza tymi przepięknymi obrazami, które zostaną w pamięci utrwaliłam też coś telefonem. I w tym momencie jeżeli czytacie na dużym ekranie, to radzę przejść na mniejszy odbiornik by zdjęcia sprawiały wrażenie ładniejszych :)
Największą bolączką dla mnie była myśl, że przez następne 8 dni wyprawy będę dźwigać ten cholerny aparat i nie pstryknę nim już żadnych zdjęć.







W telegraficznym skrócie. Zobaczyli, przemokli i wrócili do taksówki. Do Mostaru prosimy :)












Tutaj też padało! Przeszliśmy przez Stary Most nad rzeką Neretwą i trafiliśmy do magicznego baru :) To ten na zdjęciu poniżej, taki blaszak a obok zielony parasol.


Chcieliśmy tu przesiedzieć ulewę i posiedzieliśmy z dwie godzinki, ale ulewa nie przeszła.


Nim zasiedliśmy wygodnie przy barze kolega powiedział do mnie: "Zobaczysz, że koleś będzie stawiał nam drinki" i nie mylił się ;) Zamówiliśmy po regionalnym browarze i wpatrując się w ludzi uciekających w popłochu przed deszczem prowadziliśmy przyjemną rozmowę z barmanem. Było tak przyjemnie, że pan barman zaczął stawiać :) Spróbowałam domowej Grappy i domowego gulaszu a Mostarsko Pivo dostaliśmy w prezencie na drogę :)



Sam pan barman zaproponował mi sesję foto za barem ;)


Chciałam sie jeszcze na koniec pożalić. Te kapturki przeciwdeszczowe doczepione do plecaków trekkingowych absolutnie nie chronią przed deszczem! Nie dość, że aparat kaput to w plecaku przemokło mi wszystko, mój notesik podróżniczy, bilety pozostawione na pamiątkę i inne dowody rzeczowe z podróży. Dobrze, że mapa była wodoodporna :)

Hvala ;)

1 komentarz:

  1. Ja Wodospadu Kravica również podziwiałam w deszczu, a zasadniczo najpierw w nawałnicy, a później w deszczu. Do tego był to kwiecień i wody w wodospadach było znacznie więcej niż normalnie, w efekcie człowiek stawał się mokry nie tylko od deszczu, ale również od wody rozpryskiwanej przez wodospad.
    http://balkanyrudej.wordpress.com/2013/12/04/balkany-2012-czesc-6-szalony-dzien-w-bosni-i-hercegowinie/

    OdpowiedzUsuń

Nawet nie wiedziałam, że otrzymywanie komentarzy może być takie przyjemne :) Zapraszam!