23 października 2014

Wakacje na wariata. Sarajewo, miasto do którego wrócę.

Kolejną noc spędziliśmy w autobusie, na trasie Zagrzeb-Sarajewo. Gdy słońce powoli wschodziło my dojeżdżaliśmy do Sarajewa. Przywitał nas cudowny poranek i po mimo kiepskiej nocy byłam pełna energii do zwiedzania. Na dworcu podzieliłam się resztką kolacji z pewnym pieskiem, który chyba w ramach podziękowania, postanowił nam towarzyszyć. Nie odstępował nas na krok, a po chwili dołączył do niego kolega, potem następny, a już pod samym hostelem pożegnaliśmy cztery pieski :) Niestety mój towarzysz wysiadł z autobusu lewą nogą i psia obstawa nie śmieszyła go tak bardzo jak mnie. Na szczęście później już mu się poprawiło. Ciężko zwiedza się z marudą ;)
Przypominam sobie ten dzień i przyszła mi do głowy taka rada dla chcących odwiedzić Sarajewo i bojących się odrobinkę psów. Na gwizd psy jak najbardziej reagują i przybiegną, ale już na hasło: "sabaka do domu" nie reagują i nie zostawia nas w spokoju. Zatem nie gwizdać i nie karmić, to zostaniecie bez ochrony ;)



Na wielu budynkach można dostrzec ślady po kulach, pamiątki po działaniach wojennych w latach 90-tych. 



Po drodze do hostelu mijaliśmy Veliki Park, gdzie stoi monument poświęcony pamięci dzieciom, które zostały zabite przez serbskie wojska podczas oblężenia Sarajewa. 







Na starym mieście znajduje się Baščaršija - główny bazar miejski. Taki mały, magiczny, inny świat w centrum miasta. 

















Szlachta polska szaleje i na wzgórze z pięknym widokiem na Sarajewo podjechaliśmy taksówką. Brak snu jednak robi swoje, a także okazało się, że mój towarzysz nie lubi za dużo chodzić ;)







Droga powrotna wąskimi uliczkami nie była już tak męcząca. Sił na dalszy spacer zostało ;)










W następnej części mrożący krew w żyłach finał historii o aparacie ;) A tym czasem zapraszam do tego co już było :)



Pa.

 

5 komentarzy:

  1. O rany, to Sarajewo jest inne niz je sobie wyobrazalam. Piekne, mocno orientalne i poprzez te wojenne pozostalosci sklaniajace do refleksji. Zazdroszcze tych odwiedzin.
    Nie zazdroszcze tylko towarzysza - niechadzacego marudy, zgubilabym po drodze :PPPP
    Buzka Agus!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę ciężko mi opisać co czułam będąc w Sarajewie. To coś jakgdyby być w obcym miejscu, ale czuć się jak u siebie. Chłoniesz całą sobą wszystko co nowe, kontrolujesz usta by nie mieć ich wciąż otwartych i nie chodzić z miną wiecznie zszokowaną, zdziwioną i zafascynowaną :) Jednocześnie późnym wieczorem jedząc pizze na opustoszałym targowisku czujesz się jak u siebie w domu, gdzieś na osiedlowej ławce, na pełnym relaksie :)
      A towarzysz bardzo ugodowy był i nadrabiał poczuciem humoru, wyprawę uważam za udaną :)
      Buzi, buzi :*

      Usuń
    2. A no to dobrze, dla towarzysza ;)
      Wierze Ci i zazdroszcze tych wrazen!

      Usuń
  2. Piękna fotorelacja, trafiłam dopiero dzisiaj na Twój wpis, ale naprawdę super to pokazałaś i można poczuć klimat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miłe słowa i cieszę się, że się podobało :D

      Usuń

Nawet nie wiedziałam, że otrzymywanie komentarzy może być takie przyjemne :) Zapraszam!