17 grudnia 2014

Wakacja na wariata. Wagary nad Plitwickimi Jeziorami i nieszczęsna Rijeka.

W telegraficznym skrócie skąd i dlaczego tu się teraz znajdujemy ;)
Dałam się namówić koledze na wspólny wypad na Bałkany, na coś zupełnie nowego dla mnie, jak i dla niego ;) Dziewicza objazdówka po Bałkanach rozpoczęła się we Włoszech, kolejny przystanek na Słowenii i szybka wizyta w Zagrzebiu. Piękna pogoda przywitała Nas w Sarajewie skąd wyruszyliśmy nad wodospady Kravica i do Mostaru. Pierwszego dnia sierpnia docieramy do Czarnogóry, z Kotoru wybraliśmy się na mały trip po okolicach :) Z bólem serca żegnamy Czarnogórę i docieramy do Dubrownika, ostatniej opisanej części Wakacji na wariata :)

Po skromnych zakupach żywności na kolację i śniadanie dnia następnego wsiadamy w nocny autobus i zmierzamy w kierunku Plitvickich Jezior. To była moja najcięższa noc podczas wyprawy. W autobusie zimno i niewygodnie, ciężko było zmrużyć oko. Na miejsce dotarliśmy o 4.30 i kolejne próby zmrużenia oka, tym razem na przystanku zakończyły się fiaskiem, bo zimno i niewygodnie ;)
Wykończeni uświadamiamy sobie, że żadnego taniego noclegu w okolicach nie znajdziemy, a umyć się człowiek by chciał ;) Opuszczamy przytulny przystanek i ruszmy w stronę Hotelu Jezero, gdzie nie pozwolono nam skorzystać z prysznica, ale z sauny już tak :) Przyjemna nagroda! Nie skorzystałam z całej oferty hotelu, ale szczerze polecam ze względu na saunę (jeszcze nigdy nie używałam tak mięciutkiego ręcznika) oraz ze względu na przemiłą i pomocną obsługę hotelową! :)
Niestety pogoda nie była już taka przyjazna. Ulewa to chyba za małe słowo, ale popadało, popadało i trochę deszcz się przerzedził. Po ostatnim zalaniu nad wodospadami cały sprzęt zostawiamy w hotelu i ubieramy się bardzo skromnie, aby zminimalizować ilość mokrych rzeczy. Wyglądałam jak dziecko, które urwało się na wagary z lekcji WF-u. W czarnych, krótkich leginsach i białej koszulce znacząco odróżniałam się od tłumu turystów w butach trekkingowych (a ja w klapeczkach) odzianych przeciwdeszczowo, przeciwwietrznie, przeciwsłonecznie i przeciwwszystkiemu ;)

Słońca brak, to i jakości zdjęciom brakuje ;) O peszku i dlaczego zdjęcia z telefonu to można tu poczytać :) 

Zimno i niewygodnie ;)



















 Długo zastanawiałam się czy wybrać zdjęcie z panem czy bez pana. Chyba dobrze wybrałam :)






Bieg z przeszkodami przez Park Narodowy Jezior Plitwickich ukończyliśmy bez żadnych strat na zdrowiu i finansowych (wspominając mojego peszka). Powoli zbliżamy się do mety, która znajduje się we Włoszech. Po drodze jeszcze jeden przystanek w Chorwacji, w mieście mało ciekawym, ale tak wypadło. W Rijece nocowaliśmy na domiar tego w najgorszym hostelu podczas całej wyprawy. Brrr! Nie było kuchni a schodząc z łóżka (bo jak zwykle ja na pięterku ;)) można było się zabić (przesadnie dramatyzując ;))!
Tak oto mniej więcej wygląda Rijeka. Znając życie to pewnie mniej, bo ominęliśmy zapewne coś super, mega na wypasie, czego nie można nie zobaczyć :) Ktoś był w Rijece i widział coś takiego suuuuper?

















Rozmyślałam o tym gdzie bym chciała wrócić najbardziej, który kraj sprawił, że czuję niedosyt. Pierwsza myśl to Czarnogóra, ale potem rozmyślam o Sarajewie o tym, że w ogóle nie było smażingu na jednej z chorwackich plaż :) Wszędzie bym chciała!
Zegar wybija 6 sierpnia, czyli ostatni dzień wyprawy, ale ja pomęczę Was jeszcze raz. Do domu wracałam z Wenecji i przed odlotem na mały spacer po mieście wybrałam się ochoczo :) 
Już niedługo ostatnia część. Wypatrujcie :) Buźka!
 

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Nawet nie wiedziałam, że otrzymywanie komentarzy może być takie przyjemne :) Zapraszam!