26 stycznia 2015

Książka w podróży. Pierwsza książka uśmiecha się do Was i czeka w Alghero na Sardynii :D

O wędrujących książkach poczytacie na www.ksiazkawpodrozy.com :)


Moja pierwsza książka "Znaki szczególne" Pauliny Wilk czeka na Was w Alghero na Sardynii, u Massimiliano w Alghero 4u.




Styczniowa Sardynia :) 



Wkrótce więcej ;)
Pozdrawiam - Agnieszka

17 stycznia 2015

Z przymrużeniem oka o Bergen w Norwegii ;)

Kilka suchych faktów, tytułem wstępu, się należy. Bergen to drugie co do wielkości miasto w Norwegii, największy port rybacki kraju, które założono hen, hen dawno temu, w 1070 roku. Po inne szczegółowe informacje zapraszam do przewodników. Teraz czas na ciekawostki z Bergen :)

  • Pomnik zapłakanego turysty.
Niedaleko dworca, w miejscu zwanym Festplassen można zobaczyć fontannę z rzeźbą przedstawiającą nas samych. Tak bowiem wygląda turysta chcący kupić sobie coś do jedzenia lub do picia. Spogląda na ceny, następnie do portfela, jeszcze raz na ceny... i następuje wielki płacz! Umrę z głodu, a na browarka to tylko jednego starczy ;)



Pan Henrik zapewne także zdziwiony jest z powodu cen ;)


  • Zakazy, nakazy i prikazy. Nie ze mną te numery!
W Norwegii obowiązuje zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Bez paniki ludziska, nie dotyczy Polaków! Polecam chwilę relaksu przy browarku na szczycie góry Fløyen, z którego rozpościera się piękny widok na panoramę miasta. Jeżeli podróżujecie samotnie, a bronka lubicie wypić w towarzystwie, to polecam Finów. Ich ten dziwny zakaz również nie obowiązuje ;)
Niby tylko 320 m n.p.m., ale wejście na górę trochę wymęczy! A Ci co korzystają z kolejki "Floibanen" i w 200 sekund (za 80NOK w obie strony) bez poruszenia ani jedną kończyną znajdują się na szczycie, wstydźcie się! Nie dla Was orzeźwiający browarek! :D







  • Robisz na drutach, to zrób sam norweski sweter!
100% wełna + Made in Norway = 168 € 




  • Umrzeć z nudów za 100 NOK.
Dla wielbicieli i znawców sztuki Bergen ma w swojej ofercie Muzeum sztuki KODE, którego ekspozycje można oglądać aż w 4 budynkach. Wpadłam jak śliwka w kompot i odchamić się do muzeum poszłam ze znawczynią sztuki rozróżniającą techniki pociągnięcia pędzlem, co dla mnie oznacza już znawcę, i spędziłam tam swoje najdłuższe 3 godziny życia.





  • Fisketorget, czyli darmowe muzeum stworzeń morskich.
Oczywiście za darmo, to można tylko popatrzeć a żeby zjeść, to trzeba już słono zapłacić ;)




  • Człowiek jeść jednak musi!
Zdecydowanie odradzam zakup przecenionej zupy kalafiorowo-serowej do podgrzania w mikrofali! Być może to właśnie dziwne bóle brzucha po "zupce" utrudniły mi zachwyt nad sztuką.
Polecam jedno znane mi miejsce na ciepły posiłek, norweski fast food u Sióstr Hagelin. Wyśmienitą Fiskesuppe lub Fiskekaker w brązowym sosie zjemy na miejscu lub na wynos :) Zupę należy koniecznie spróbować!!! Niebo w gębie lub może bardziej morze w gębie :)



Jest to chyba najtańszy lokal, nie licząc McSzita, w okolicy. Oczywiście drogo i wytwornie też można zjeść. Np tu poniżej :)


  • Deszczowe Bergen.
Jak już wspomniałam w poprzednim poście, w Bergen rzadko kiedy nie pada.
W związku ze wzmożonym niezadowoleniem wśród turystów co do pogody, postanowiono zamontować dodatkową ochronę przed deszczem!
(Czy ktoś mógłby mi wyjaśnić o co chodzi z tymi parasolkami? W końcu Bergen to nie jedyne miasto tak udekorowane).





  • Obiekt z listy światowego dziedzictwa UNESCO zaliczony.
Bryggen, czyli nadbrzeże. Ulica pełna hanzeatyckich domów kupieckich, obecnie mieszczą się tu sklepy z pamiątkami, puby, restauracje i muzea.
Mogłabym zacząć lukrować jakim to wielkim przeżyciem był dla mnie spacer po wąskich, drewnianych uliczkach, wśród drewnianych domów, jak to odczułam ten średniowieczny klimat i blablabla.... Pojmuję wartość historyczną i kulturową ale mnie na kolana nie powaliło i tyle :) Po prostu ładne i ciekawe miejsce.














  • Dziecinna policja.
Dzięki zawarciu hostelowej znajomości z Finką, dowiedziałam się, że Finowie śmieją się z norweskiej policji. Przyczyna tkwi w wymowie słowa "politi", które dla nich brzmi bardzo dziecinnie i śmiesznie :D



To na tyle z norweskich opowieści!
Pozdrawiam gorąco :D

3 stycznia 2015

Co robią ludzie "na holenderskim kuroniu"? Zwiedzają Norwegię ;)

Według moich obserwacji możemy wyróżnić 3 typy ludzi "siedzących na kuroniu" w Holandii :)
 
Typ pierwszy: Wrażliwy leniwiec.
Utrata pracy doprowadza delikwenta do "depresji" a jedynym pocieszeniem jest kanapa, komputer przed sobą i piwo w dłoni. Końcem końców znajduje pracę, ale czas wolny na bezrobociu zmarnowany został bezpowrotnie.
 
Typ drugi: Wierny Polak.
Po załatwieniu wszelkich formalności w urzędzie, pakuje się i wraca tymczasowo do kraju. Czasy, kiedy w Polsce można było szaleć za zagraniczną pensję już dawno minęły, ale najważniejsze jest to, że jest się u swoich. Jest rodzina, są znajomi i jest polski schabowy!
 
Typ trzeci: Hulaj dusza, piekła nie ma!
Z myślą, że praca sama się znajdzie, typ trzeci nie posiada zmartwień. Są pieniądze, jest zabawa, a gdy ich zabraknie, to zawsze można gdzieś na boku dorobić. Zabawy ludzie mają różne, choćby np. podróżowanie :)
 
Zapewne, po głębszej analizie środowiska bezrobotnych, wyłoniłyby się i inne typy, ale to już zostawię do zbadania amerykańskim naukowcom ;)
Podczas mojego "kuronia" relaksowałam się nad holenderskimi jeziorami, powiększyłam grono znajomych, zrewolucjonizowałam swój sposób myślenia w kilku kwestiach a także podróżowałam. Zwiedziłam Bałkany (Wakacje na Wariata), po raz kolejny zachwycałam się urokami Trójmiasta, wyskoczyłam na 3 dni do Norwegii, a ostatnie, bezrobotne chwile spędziłam we Frankfurcie nad Menem.


Pewnie każdy z Was słyszał o tym, że w Norwegii można dobrze zarobić. Przez pół roku pracujesz i jesteś w stanie odłożyć na cały rok życia w Polsce :) W Bergen natomiast bardzo łatwo znaleźć pracę ponieważ ciągle tam pada i z tego powodu mało kto chce tam mieszkać :) Historie o zachodnich rajach zarobkowych bywają przeróżne, ile ludzi tyle opowieści. Usłyszeć o czymś lub przeczytać, to jednak nie to samo, co przeżyć i sprawdzić samemu!
 
Zatem czy można w 3 dni znaleźć pracę w Norwegii? Mi się nie udało ;) Byłam w kilku agencjach oraz w urzędzie pracy (NAV), ale bez znajomości języka norweskiego, jak się dowiedziałam, łatwo nie będzie. Udało mi się zostawić tylko w jednej z nich swoje CV i to też, chyba tylko z uprzejmości, zostało przyjęte. Przeważnie kręcili głową, że nic nie ma na tę chwilę, a niektóre agencje nawet nie wpuszczają do środka, tylko kulturalnie informują na drzwiach, że bez wcześniejszego umówienia się, nie przyjmują.
Pierwszy dzień w Bergen troszkę męczący i odrobinę stresujący, mimo że nie spinałam się w kwestii szukania pracy ;) Wieczorem we wspólnym hostelowym pokoju usłyszałam od kilku osób, że wybierają się na "tani" rejs, by podziwiać fiordy. Bergen nazywane jest bramą norweskich fiordów. Serce zabiło mi szybciej na myśl o wyprawie, ale rozum wciąż dopytywał się: a ile to jest "tanio"? Z podjęciem decyzji co robić, postanowiłam poczekać do rana. Na świeżaka, po herbatce zdecyduję czy być turystą czy poszukującą pracy w Bergen :)
To, że Bergen jest miastem deszczowym, to prawda! Źródła różnie podają ale ilość dni deszczowych w roku waha się od 200 do 300! Co Wy na to?
Dlatego, gdy drugiego dnia rano zobaczyłam słońce na prawie bezchmurnym niebie, rzuciłam w cholerę szukanie roboty i wyruszyłam w rejs ku fiordom. Serce przekonało rozum, że raz się żyje i 500 NOK za 3,5 godzinny rejs, to jeszcze nie tak drogo, za tak piękne wspomnienia :)
Zobaczcie sami...