3 stycznia 2015

Co robią ludzie "na holenderskim kuroniu"? Zwiedzają Norwegię ;)

Według moich obserwacji możemy wyróżnić 3 typy ludzi "siedzących na kuroniu" w Holandii :)
 
Typ pierwszy: Wrażliwy leniwiec.
Utrata pracy doprowadza delikwenta do "depresji" a jedynym pocieszeniem jest kanapa, komputer przed sobą i piwo w dłoni. Końcem końców znajduje pracę, ale czas wolny na bezrobociu zmarnowany został bezpowrotnie.
 
Typ drugi: Wierny Polak.
Po załatwieniu wszelkich formalności w urzędzie, pakuje się i wraca tymczasowo do kraju. Czasy, kiedy w Polsce można było szaleć za zagraniczną pensję już dawno minęły, ale najważniejsze jest to, że jest się u swoich. Jest rodzina, są znajomi i jest polski schabowy!
 
Typ trzeci: Hulaj dusza, piekła nie ma!
Z myślą, że praca sama się znajdzie, typ trzeci nie posiada zmartwień. Są pieniądze, jest zabawa, a gdy ich zabraknie, to zawsze można gdzieś na boku dorobić. Zabawy ludzie mają różne, choćby np. podróżowanie :)
 
Zapewne, po głębszej analizie środowiska bezrobotnych, wyłoniłyby się i inne typy, ale to już zostawię do zbadania amerykańskim naukowcom ;)
Podczas mojego "kuronia" relaksowałam się nad holenderskimi jeziorami, powiększyłam grono znajomych, zrewolucjonizowałam swój sposób myślenia w kilku kwestiach a także podróżowałam. Zwiedziłam Bałkany (Wakacje na Wariata), po raz kolejny zachwycałam się urokami Trójmiasta, wyskoczyłam na 3 dni do Norwegii, a ostatnie, bezrobotne chwile spędziłam we Frankfurcie nad Menem.


Pewnie każdy z Was słyszał o tym, że w Norwegii można dobrze zarobić. Przez pół roku pracujesz i jesteś w stanie odłożyć na cały rok życia w Polsce :) W Bergen natomiast bardzo łatwo znaleźć pracę ponieważ ciągle tam pada i z tego powodu mało kto chce tam mieszkać :) Historie o zachodnich rajach zarobkowych bywają przeróżne, ile ludzi tyle opowieści. Usłyszeć o czymś lub przeczytać, to jednak nie to samo, co przeżyć i sprawdzić samemu!
 
Zatem czy można w 3 dni znaleźć pracę w Norwegii? Mi się nie udało ;) Byłam w kilku agencjach oraz w urzędzie pracy (NAV), ale bez znajomości języka norweskiego, jak się dowiedziałam, łatwo nie będzie. Udało mi się zostawić tylko w jednej z nich swoje CV i to też, chyba tylko z uprzejmości, zostało przyjęte. Przeważnie kręcili głową, że nic nie ma na tę chwilę, a niektóre agencje nawet nie wpuszczają do środka, tylko kulturalnie informują na drzwiach, że bez wcześniejszego umówienia się, nie przyjmują.
Pierwszy dzień w Bergen troszkę męczący i odrobinę stresujący, mimo że nie spinałam się w kwestii szukania pracy ;) Wieczorem we wspólnym hostelowym pokoju usłyszałam od kilku osób, że wybierają się na "tani" rejs, by podziwiać fiordy. Bergen nazywane jest bramą norweskich fiordów. Serce zabiło mi szybciej na myśl o wyprawie, ale rozum wciąż dopytywał się: a ile to jest "tanio"? Z podjęciem decyzji co robić, postanowiłam poczekać do rana. Na świeżaka, po herbatce zdecyduję czy być turystą czy poszukującą pracy w Bergen :)
To, że Bergen jest miastem deszczowym, to prawda! Źródła różnie podają ale ilość dni deszczowych w roku waha się od 200 do 300! Co Wy na to?
Dlatego, gdy drugiego dnia rano zobaczyłam słońce na prawie bezchmurnym niebie, rzuciłam w cholerę szukanie roboty i wyruszyłam w rejs ku fiordom. Serce przekonało rozum, że raz się żyje i 500 NOK za 3,5 godzinny rejs, to jeszcze nie tak drogo, za tak piękne wspomnienia :)
Zobaczcie sami...

























10 komentarzy:

  1. Usmialam sie Aga!
    Wiesz, praca nie zajac, ale takie piekne widoki... zazdroszcze!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam się śmiać, a ostatnio doszłam do wniosku, że lubię także rozśmieszać innych :) Nie zawsze mi to wychodzi, ale ja i tak się śmieję :D Dlatego bardzo się cieszę, że Cię rozśmieszyłam! Buziaczki :*

      Usuń
  2. Wow. Ale tam pięknie! Zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń

Nawet nie wiedziałam, że otrzymywanie komentarzy może być takie przyjemne :) Zapraszam!