22 października 2015

Przez żołądek do serca podróżnika. Tajlandia od kuchni.

Wszyscy wiemy, że przez żołądek dotrzemy do serca podróżnika. I tu, Tajlandia tak nie do końca dotarła do mojego serca, czasem stawała w przełyku!
Potrawy były pyszne, były dobre, ale były też koszmarne. Bardzo do gustu przypadły mi tajskie zupy i naleśniki, a sushi, to już było wypasione było, no ale mało tajskie :p Były dni kiedy brakowało mi chleba, ale na to rozwiązanie też się znalazło, o czym będzie później.
Wiadomym jest, że często najlepsze jest to co sami przyrządzimy, dlatego wybrałam się w Chiang Mai do szkoły gotowania. To był strzał w dziesiątkę! Zjadłam pyszne zielone curry, pikantną zupę z krewetkami, smażony ryż z kurczakiem i nerkowcami, a na deser ryż z mango. Dzięki szczegółowym instrukcjom nauczycielki podanym z dużą dawką humoru, nie chwaląc się, wszystko wyszło mi na medal :)

Na spróbowanie wszystkiego czasu nie starczyło, dlatego dla kulinarnych podbojów warto podróżować we dwoje lub więcej, by móc się dzielić. Taki tam jeden wniosek z wielu po tej samotnej, miesięcznej podróży ;)

Przy opisie wrażeń smakowych chciałam zastosować swój klasyczny i prosty podział na "pyyychotka" i "bleee", ale zbyt wiele potraw było nijakich, takich dziwnych, których smak był ciężki do sprecyzowania. Do tego będzie też kilka zdjęć pożywienia, którego nie skosztowałam, bo brzuch był już pełen lub paskudnie wyglądało. I co zrobić z tym fantem? Ano będzie chaotycznie ;)

Ten kto śledził relację z podróży na fejsie co nie co z tego już widział, ale są też nowości, więc nie będziecie zawiedzeni :)

Smacznego! :)

Nim gdziekolwiek dojdziemy coś zjeść przy stoliku kuszą nas szybkie przekąski za grosze. W drodze możemy zjeść ze smakiem lub bez żadnej fascynacji. Oto kilka takich przekąsek na mały głód :)


Po obu stronach głównym składnikiem jest banan, tyle że po prawej stronie ciężko wyczuć smak banana i obsmażony w dziwnej panierce smakuje nijako.
Banan z lewej strony to już inna bajka. Ten naleśnik to czysta poezja smaków, banan, ser żółty i jajko kryje się w środku. Na zewnątrz polane słodkimi sosem i mleczkiem kokosowym. Z pewnością przypadnie do gustu wszystkim wielbicielom słodkości :)
Wersji takich naleśników, a właściwie tego co w środku, jest kilka, a w niektórych miejscach kilkanaście do wyboru. Jadłam często z bananem lub z mango, czasem z Nutellą, a czasem z miodem. Wersja pikantna z boczkiem lub kiełbasą też jest dostępna, ale nie próbowałam, bo dla mnie był to deser :)





Na patyku można zjeść nie tylko lody o smaku fasoli, ale także kiełbaskę, kurczaka - bardzo pyszny, kulki mięsne, stwory morskie oraz dwa moje faworyty, czyli halucynki  w bekonie i parówkę w gofrze :)


Takie tam nijakie kulki z dziwnym nadzieniem w sezamie oraz cienki i chrupki naleśnik wypełniony Marshmallow i posypany czymś ostrym. Z ciekawości można skosztować, z reszta jak i wszystko inne, przecież każdy ma inne kubki smakowe :)



Gluty zawinięte w zielone liście szczerze odradzam!!!


Gdy przyjdzie tęsknota za chlebem w sklepach 7-Eleven czynnych całą dobę zjemy różnego rodzaju tosty, które zostaną nam podgrzane. Mój faworyt to z serem i parówką.






Robali i innych glutów okrągłych, szpinakowych, krewetkowych i czarnych podawanych w napoju nie próbowałam, aż taka ciekawska nie jestem. Przepraszam za wyrażenie "gluty", ale ono najwdzięczniej opisuje te obiekty ;)



Ryby po prostu trzeba skosztować w Tajlandii. Są mięciutkie, aromatyczne, tłuściutkie, po prostu wyborne! Przy okazji w niektórych lokalach można pozachwycać się również niejadalnymi, przynajmniej dla mnie, ozdobami na talerzu :)


Khao Soi, czyli żółte curry z Chiang Mai. Żółte wywijasy to makaron jajeczny smażony na głębokim tłuszczu przez co jest bardo chrupki. Nie cierpię kolendry,a ta jest stosowana dosyć często w kuchni tajskiej, także i w tej potrawie, ale całe szczęście zimny bronek przyszedł z pomocą ;)
Niezbyt jestem zachwycona smakiem, raczej należy do potraw z kategorii zjadliwych.


Zielone curry, Gaeng Keow Wan Gai, natomiast było bardzo smaczne, pewnie dlatego że sama je przygotowałam ;)


Gai Pad Med Ma Muang, czyli kurczak smażony z nerkowcami. Kolejna potrawa wykonana podczas kursu gotowania w szkole Mama Noii. Oczywiście bardzo smaczna :) 


Najsłynniejsza tajska potrawa to Pad Thai, smażony makaron z dodatkami. Polecam spróbować we wszystkich wersjach i z różnych miejsc. Ten powyżej był średni w smaku, a z makaronu zrobił się wielki glut ;) 


Kurczak w sosie słodko-kwaśnym z ryżem. Pyszna klasyka!


Kurczak z nerkowcami z budy - bardzo dobry :)


Pad Thai w wersji wegetariańskiej, w uroczej oprawie. ;)


Koniecznie spróbujcie "sticky rice", chyba można przetłumaczyć to jako klejący ryż. Zupełnie inny i ciekawy smak, a do tego wieprzowina z grilla w towarzystwie pikantnego sosu i sałatka z papai. Sałatka była wielkim zaskoczeniem, bardzo orzeźwiająca i super ostra :)


Z takich stanowisk kulinarnych nie korzystałam. Wyrzucony na stół makaron, leżący sobie tak bez niczego, gdy temperatura wokoło powyżej 30 stopnii trochę odstraszał i zniechęcał do próbowania tam czegokolwiek.





W upalny dzień bardzo dobrze nam zrobi gorąca zupa, wypali kubki smakowe i zafunduje saunę, czyli pot ściekający z twarzy do zupy jest gwarantowany.
U mnie królowała zupa z krewetkami i w każdej postaci była wyśmienita. 
Ta jedna, to tak z ciekawości i nie była zbyt smaczna. Był to bulion wieprzowy z duszonym, gorzkim melonem.




Tajski deser - klejący ryż z mango.






Durian po prawej :)



Owoców, soków czy koktajli owocowych to nie trzeba reklamować! Kolejny "must" do spróbowania. Świeży kokos, lody kokosowe i mango to moi faworyci! Natomiast owoc o śmiesznej nazwie durian, to ewenement na skalę światową! Śmierdzi niebywale, aż tak bardzo, że w niektórych miejscach jest zakazany, np. w hostelach i w metrze. W konsystencji przypomina gładkiego jak masło banana, a w smaku jest orzechowo-zgniły ;) Koniecznie spróbujcie, gdy nadaży się Wam okazja! 



W krajach arabskich zatrucie pokarmowe nazywa się zemstą Faraona, zatem czy w Tajlandii będzie to zemsta Buddy? Słyszałam nazwę "Bangkok belly", ale czy jest już jakiś odpowiednik w języku polskim? Ktoś wie?

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Nawet nie wiedziałam, że otrzymywanie komentarzy może być takie przyjemne :) Zapraszam!