31 marca 2016

Zanzibarskie drzwi przy rybnym akompaniamencie, czyli Stone Town.

Z czego słynie Zanzibar?

Z przypraw, które trafiają stąd do każdego zakątka świata. Bez nich nasze potrawy nie byłyby tym samym, bo czym byłby rosół bez ziela angielskiego, ryż zapiekany z jabłkami bez cynamonu czy też grzaniec bez goździków ;)
Nie można zapomnieć o innych drogocennych przyprawach jak pieprz, gałka muszkatołowa, gorczyca, kminek, kurkuma, kardamon (kawa z kardamonem jest niebiańska), kolendra, sezam, wanilia, trawa cytrynowa i wiele innych. W końcu Zanzibar jest znany także pod nazwą Wyspa smaków! Zatem gdy przyjdzie Wam odwiedzić kiedyś tą bajeczną wyspę, to nie zapomnijcie zabrać do domu małej saszetki ulubionych smaków, w moim plecaku znalazł się kardamon i kurkuma :)
Wszystko można znaleźć na targu w Stone Town, a także w wielu sklepikach dla turystów.

Na Zanzibarze, a dokładniej w Stone Town (1946 r.) urodził się właściciel najznakomitszego głosu na świecie (ocena subiektywna), Freddie Mercury (z domu Farrokh Bulsara). Rodzice Freddiego byli Zaratusztrianami (wspominam tu o tym tylko z chęci użycia jakiegoś trudnego słowa, bo mało ich tu na blogu, ale nie pytajcie o co kaman ;), którzy wywodzą się od starożytnych Persów i przybyli na wyspę z Indii. Rodzina Bulsara opuściłą wyspę w roku 1964 z powodu rewolucji, w której zginęło tysiące Arabów i Hindusów, przenieśli się do Anglii. A już w roku 1970 powstał zespół Queen, który uwielbiam od wczesnych lat dziecięcych :)



Dom, w którym mieszkał Freddie :)

Zanzibar, to słynne Stone Town (Kamienne miasto), które zostało przez UNESCO wpisane na Listę  Światowego Dziedzictwa Kulturowego. Cudowne, pełne zgiełku wąskie uliczki, które tworzą mały labirynt, w którym przyjemnie się zgubić. Stone Town to mieszanka wielu kultur, arabskiej, chińskiej, perskiej, indyjskiej i europejskiej. Sama nazwa "kamienne miasto" pochodzi od głównego materiału konstrukcyjnego jakim był kamień koralowy. 

A co mnie najbardziej tutaj urzekło?

Oprócz ludzi i barwnych, kobiecych strojów me serce skradły drzwi i targ rybny :)

Co na targu rybnym można spotkać, to tłumaczyć nie trzeba, więc zapraszam do oglądania ;)










O drzwiach należy już trochę opowiedzieć ;)
Bogato rzeźbione drzwi są mniej lub bardziej synonimem kultury suahili w Afryce wschodniej. Można je spotkać w Lamu i Mombasie (Kenia), ale to te na Zanzibarze są najbardziej wymyślne i dlatego nazwano je zanzibarskimi drzwiami.
Tradycja tych magicznych drzwi sięga XV wieku. Mówi się, że przed wybudowaniem domu wpierw należy wznieść drzwi, a im są większe i bogatsze w zdobienia, tym wyższa była pozycja społeczna właściciela.
Istnieją dwa typy drzwi w Stone Town. 
Jeden typ jest indyjski, który można spotkać wzdłuż ruchliwych ulic handlowych, gdzie mieszkali hinduscy kupcy. Początkowo wykonywane były z drewna tekowego, sprowadzanego z Indii, później zaczęto wykorzystywać drewno z zanzibarskich drzew owocowych.
Mosiężne gałki na skrzydłach drzwi pochodzą z kultury indyjskiej, miały zapobiegać zgnieceniu drzwi przez słonie. Na Zanzibarze słoni nie ma, więc tu pełniły tylko rolę dekoracji i mówiły o bogactwie domostwa.
Drugim typem sa drzwi arabskie, które prawie zawsze są w kształcie prostokąta i często mają wyrzeźbione frazy z Koranu na nadprożu. Innym elementem charakteryzującym drzwi arabskie są przymocowane łańcuchy, które kojarzone są z handlem niewolników, w którym dominowali właśnie Arabowie.

Kiepska ekonomia, rewolucja z 1964 roku z powodu której wyspę opuściło sporo Hindusów i Arabów oraz rozwój turystyki przyczyniły się do upadku tradycji zdobienia drzwi na wyspie. Spora część drzwi została wywieziona przez kolekcjonerów europejskich i nie zawsze były one zdobyte w legalny sposób. 

Powiedzcie sami, czyż nie są cudowne?





















Pomocy szukałam tu i tu  oraz na Wikipedii :)

24 marca 2016

Spacer z duchami, czyli tajemniczy Zanzibar ;)

Na całym świecie można znaleźć miejsca wypoczynkowe opuszczone przez ludzi, pozostawione na pastwę natury i dzikich lokatorów.
W Polsce mamy Kozubnik i zapewne wiele innych ciekawych obiektów, ale ja poznałam tylko ten. Wędrując po Koh Tao również natknęłam się na hotel duchów, z pięknym widokiem na lazurową wodę. Dlatego gdy zaproponowano nam spacer do "ghost hotel" ukrytego niedaleko w lesie, nad piękna plażą i do tego z możliwością spotkania zgrai małpek, to zgodziłyśmy się z Kasią bez wahania.

Naszymi przewodnikami byli Masajowie lub po prostu chłopcy ubrani w ich tradycyjne stroje, co się często zdarza, ze względu na korzyści z tego płynące. Wiadomo, wszystko dla turystów :) 
Wyruszamy więc z naszego małego raju, z Promised Land Lodge w Kizimkazi z jednym przewodnikiem i idziemy w ciszy. Niestety my nie znamy suahili a on angielskiego na tyle by móc nam opowiedzieć o miejscu, do którego zmierzamy.

Nim dotarliśmy do właściwego hotelu duchów zahaczyliśmy o opuszczony resort, który kiedyś był bardzo luksusowy. Według recenzji obiektu z Tripadvisor ostatni raz ktoś tam wynajmował wille w styczniu 2012 roku. Opinie są różne, ktoś wspomina o złym zarządzaniu resortem, zapewne stąd problemy i zamknięcie ośrodka. Są też już dwie opinie opisujące Dolphin Bay Resort jako ghost hotel, w tym jedna jest moja ;)








Oni przodem, a my z tyłu. Taki porządek rzeczy, co zrobić? ;)



Nie liczyłam, ale sądzę, że kilkadziesiąt, a może nawet 100 domków znajduje się na tym terenie. Sporo z nich ma własny mały basen tuż pod oknami, czyli bankowo było tu luksusowo :)


Pospacerowałyśmy chwilę, pozaglądałyśmy przez okna do środka, cały sprzęt w postaci łóżek, stołów, wszystko jest w środku, nawet pościel. Zmarnowany teren, naprawdę szkoda tej natury która poszła pod siekierkę, tudzież maczetę na rzecz betonowych willi. Podobno obiekt jest na sprzedaż, ale pewnie cena jak z bajki ;)

Pora odwiedzić właściwy, opuszczony hotel ;)
Nie wiem ile szliśmy, ale była nas już czwórka, ja, Kasia i ich dwóch. Gdybym ja tylko miała dobrą pamięć do imion, to bym ich Wam przedstawiła ;) Niestety!



Oprócz hotelu drugą atrakcją miały być też małpki skaczące po całym terenie. Niestety według dzikiego lokatora, który uraczył nas krótką opowiastką o małpach, przyszliśmy o złej porze. Z samego rana lub tuż przed zachodem słońca, to jest czas gdy małpy harcują i ucztują wokoło, rzekł. Trudno :(

A co do samego hotelu, to opuszczony jest od jakichś 15 lat. Było kilku właścicieli, wielkie otwarcie i bum, koniec. Na tym się skończyło. Mówiły jaskółki, że niedobre są spółki, a małpy to trochę wredne, więc pewnie to przemilczały ;)

Czasem zdarzają się tu wspólne imprezy lokalsów i przyjezdnych. Być może i w ten weekend szykuje się jakieś Full Moon Party :D Szkoda, że nie trafiłyśmy w porę, bo zabawa podobno jest przednia ;)




Tu też musiałoby być cudownie podczas urlopu, no ale...
Domy postawione tradycyjną metodą z palm kokosowych na wysokich palach lub na niskich, dla tych z lękiem wysokości. Trochę strach było je eksplorować, gdyż są mocno zniszczone i wydawały dziwne dźwięki, gdy wchodziło się na schodki. 
Piękne, prawda?




 



Piękna plaża i cudne molo z domkiem na wieczorne schadzki. Cud, miód i malina. Ech!





Dzisiaj zamiast czystej plaży i prażących się w słońcu ludzi znajduję się tu cmentarz, i to nie byle jaki ;) Cmentarz klapek! Naprawdę jestem bardzo ciekawa jak można zgubić klapki i skąd one przypływają? Ludzie pływają w "japonkach" czy jak? W Tajlandii było to samo, więc to nie jest nic wyjątkowego tylko dla Zanzibaru ;) Ktoś potrafi mi to wyjaśnić? Plissss. 



Z basenu korzystają teraz tylko skorupiaki ;)





Podobało się?
To uśmiech, poproszę! Na trzy mówimy "Zanzibar"! :D