24 marca 2016

Spacer z duchami, czyli tajemniczy Zanzibar ;)

Na całym świecie można znaleźć miejsca wypoczynkowe opuszczone przez ludzi, pozostawione na pastwę natury i dzikich lokatorów.
W Polsce mamy Kozubnik i zapewne wiele innych ciekawych obiektów, ale ja poznałam tylko ten. Wędrując po Koh Tao również natknęłam się na hotel duchów, z pięknym widokiem na lazurową wodę. Dlatego gdy zaproponowano nam spacer do "ghost hotel" ukrytego niedaleko w lesie, nad piękna plażą i do tego z możliwością spotkania zgrai małpek, to zgodziłyśmy się z Kasią bez wahania.

Naszymi przewodnikami byli Masajowie lub po prostu chłopcy ubrani w ich tradycyjne stroje, co się często zdarza, ze względu na korzyści z tego płynące. Wiadomo, wszystko dla turystów :) 
Wyruszamy więc z naszego małego raju, z Promised Land Lodge w Kizimkazi z jednym przewodnikiem i idziemy w ciszy. Niestety my nie znamy suahili a on angielskiego na tyle by móc nam opowiedzieć o miejscu, do którego zmierzamy.

Nim dotarliśmy do właściwego hotelu duchów zahaczyliśmy o opuszczony resort, który kiedyś był bardzo luksusowy. Według recenzji obiektu z Tripadvisor ostatni raz ktoś tam wynajmował wille w styczniu 2012 roku. Opinie są różne, ktoś wspomina o złym zarządzaniu resortem, zapewne stąd problemy i zamknięcie ośrodka. Są też już dwie opinie opisujące Dolphin Bay Resort jako ghost hotel, w tym jedna jest moja ;)








Oni przodem, a my z tyłu. Taki porządek rzeczy, co zrobić? ;)



Nie liczyłam, ale sądzę, że kilkadziesiąt, a może nawet 100 domków znajduje się na tym terenie. Sporo z nich ma własny mały basen tuż pod oknami, czyli bankowo było tu luksusowo :)


Pospacerowałyśmy chwilę, pozaglądałyśmy przez okna do środka, cały sprzęt w postaci łóżek, stołów, wszystko jest w środku, nawet pościel. Zmarnowany teren, naprawdę szkoda tej natury która poszła pod siekierkę, tudzież maczetę na rzecz betonowych willi. Podobno obiekt jest na sprzedaż, ale pewnie cena jak z bajki ;)

Pora odwiedzić właściwy, opuszczony hotel ;)
Nie wiem ile szliśmy, ale była nas już czwórka, ja, Kasia i ich dwóch. Gdybym ja tylko miała dobrą pamięć do imion, to bym ich Wam przedstawiła ;) Niestety!



Oprócz hotelu drugą atrakcją miały być też małpki skaczące po całym terenie. Niestety według dzikiego lokatora, który uraczył nas krótką opowiastką o małpach, przyszliśmy o złej porze. Z samego rana lub tuż przed zachodem słońca, to jest czas gdy małpy harcują i ucztują wokoło, rzekł. Trudno :(

A co do samego hotelu, to opuszczony jest od jakichś 15 lat. Było kilku właścicieli, wielkie otwarcie i bum, koniec. Na tym się skończyło. Mówiły jaskółki, że niedobre są spółki, a małpy to trochę wredne, więc pewnie to przemilczały ;)

Czasem zdarzają się tu wspólne imprezy lokalsów i przyjezdnych. Być może i w ten weekend szykuje się jakieś Full Moon Party :D Szkoda, że nie trafiłyśmy w porę, bo zabawa podobno jest przednia ;)




Tu też musiałoby być cudownie podczas urlopu, no ale...
Domy postawione tradycyjną metodą z palm kokosowych na wysokich palach lub na niskich, dla tych z lękiem wysokości. Trochę strach było je eksplorować, gdyż są mocno zniszczone i wydawały dziwne dźwięki, gdy wchodziło się na schodki. 
Piękne, prawda?




 



Piękna plaża i cudne molo z domkiem na wieczorne schadzki. Cud, miód i malina. Ech!





Dzisiaj zamiast czystej plaży i prażących się w słońcu ludzi znajduję się tu cmentarz, i to nie byle jaki ;) Cmentarz klapek! Naprawdę jestem bardzo ciekawa jak można zgubić klapki i skąd one przypływają? Ludzie pływają w "japonkach" czy jak? W Tajlandii było to samo, więc to nie jest nic wyjątkowego tylko dla Zanzibaru ;) Ktoś potrafi mi to wyjaśnić? Plissss. 



Z basenu korzystają teraz tylko skorupiaki ;)





Podobało się?
To uśmiech, poproszę! Na trzy mówimy "Zanzibar"! :D



0 komentarze:

Prześlij komentarz

Nawet nie wiedziałam, że otrzymywanie komentarzy może być takie przyjemne :) Zapraszam!