15 kwietnia 2016

Magiczne Jambiani.

Wrzucając zapytanie w "gugla" o Jambiani naszym oczom ukażą się zdjęcia białych plaż i turkusowej/lazurowej/akwamarynowej wody. Mogłoby się wydawać, że zdjęcia są podrasowane na maksa i być może niektóre są, ale tam tak naprawdę jest! 
By móc zachwycić się bajecznym kolorem Oceanu Indyjskiego polecam wybrać się na snurkowanie, najlepiej w godzinach południowych, gdy wody przybędzie na tyle by móc z rurką swobodnie podglądać na wyciągnięcie ręki cudowny, podwodny świat - drobna uwaga od Kasi: to był odpływ! Kasia była z dziewczynami kolejnego dnia podczas przypływu i woda była już niespokojna, o wiele za wysoka na podgladanie podwodnego swiata i do tego jeszcze pełno meduz atakowało :) Dzieki Kasiu!!! Byłyśmy my dwie - ja i Kasia oraz dwóch rybaków w tradycyjnej dla Zanzibaru łodzi, Ngalawa. Szczęśliwi Ci co posiadają GoPro lub inne temu podobne ustrojstwa, gdyż słowami ciężko opisać to co widziałyśmy. Nim dopłynęłyśmy do miejsca "zrzutu" nasze oczy raczył widok turkusu, niebiańskiego koloru, który odbierał mowę! Słońce prażyło, ale przyjemny wiatr nam towarzyszył a morska woda przyjemnie chłodziła ;) Wydaje mi się, że z głową pod wodą i tyłkiem na powierzchni spędziłyśmy miło prawie 2 godziny. Fantastyczna przygoda, ale niestety nie obyło się bez szkód ;) Ku przestrodze dla przyszłych, żądnych takiej przygody narwańców, olejek kokosowy oraz mleczko wodoodporne o faktorze 10 nie uchroni Was przed poparzeniem! Przez kilka kolejnych dni i nocy w naszych dialogach dominowało głównie "ała" :D Na szczęście Idi, właściciel miejsca w którym się zatrzymałyśmy, poratował nas świeżym aloesem. Chwała mu za to :D

Widok spod parasola w Bahari Pizza Restaurant Bungalows, miejsca naszego pobytu :D 

Ngalawa, tradycyjna łódź dla Zanzibaru







Rzeźba wprost od natury. Cudo!

Hotelowe widoki ;)




Jambiani to mała, rybacka wioska, która ciągnie się wzdłuż wschodniego wybrzeża Zanzibaru. Kilka metrów od plaży w głąb wyspy mieszkańcy żyją w domach z koralu przykrytych strzechą (niektóre blachą lub dachówką ;)). To tu suszą się algi i barwne stroje kobiet, kanga; małe dzieci biegają, kozy, kaczki szwendają się, a dorośli pracują. Ot wiejskie życie.
Należy pamiętać, że plaża i wioska to dwa różne światy. Tak jak na białym piasku możemy wylegiwać się w skąpym bikini, tak już na spacer po wiosce warto odziać się w coś więcej. Raz Kasi oberwało się za krótkie spodenki, gdy szłyśmy na przystanek dalla-dalla. Wzrok kobiety był tak karcący, że od razu wiedziałyśmy o co chodzi :D Zanzibar jest w 85% krajem muzułmańskim, zatem pamiętajcie o uszanowaniu lokalnej kultury!



Mama Africa! 


Kibobakasi, African tulip tree a po naszemu Spatodea dzwonkowata.



















Spacerując po tej spokojnej krainie można przyglądać się codziennym pracom lokalsów; mężczyznom naprawiającym łodzie i kobietom zbierającym algi podczas odpływu.


Tylko ostrożnie! Byle nie po grządkach ;) Tu rosną algi!





Czas na naprawę łodzi! W tle Bahari pizza. Piza, pizza, pizza :D


A wieczorami po pracy i po szkole przychodzi czas na odpoczynek i zabawę. 





Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły...








Ogromnym plusem tego magicznego miejsca jest jego rajski spokój! Nie ma tu ogromnych hoteli i tłumów turystów. Małe bary i hoteliki cudnie współgrają z wioską i nie kaleczą widoków. Nic nie jest nachalne i nastawione na ogromną turystykę, można naprawdę poczuć się jak odkrywca Jambiani :D 
Jest to kolejne miejsce, zaraz po Czarnogórze, które zawładnęło moim sercem i  do którego mam nadzieję wrócić!







Na koniec mały bonus!
Ja + biały piasek + słona woda = trio idealne! hahaha :D

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Nawet nie wiedziałam, że otrzymywanie komentarzy może być takie przyjemne :) Zapraszam!