16 czerwca 2016

Węgierskie przyjemności, czyli o łaźniach słów kilka.

Spowolniłam tempo swoich podróży i już obejrzenie każdej atrakcji danego miejsca nie jest dla mnie priorytetem, ważniejszy jest mój spokój oraz relaks dla duszy i ciała. 


Nie będzie tutaj dzisiaj nic o winie węgierskim, ani o langosu smażonym na głębokim tłuszczu czy też o zupie gulaszowej! Będzie o mokrych i parnych przyjemnościach ;)
Uwielbiam moczyć tyłek w oceanach, morzach, jeziorach czy basenach, a im cieplejsza woda tym większa jest przyjemność. W pracy robię tak, by jak najmniej się namęczyć i napocić, bo jak się pocić to tylko w saunie :)

Będąc z krótka wizytą w Budapeszcie odpuściłam sobie na chwilę zwiedzanie i sumując godziny, to dniówkę wyrobiłam w kompleksach basenów i term. Pozwoliłam sobie na odrobinę luksusu w Łaźniach Szechenyi oraz w Łaźniach Gellerta.

Na pierwszy ogień poszły Łaźnie Szechenyi, gdzie w gąszczu saun i basenów początkowo czułam się trochę zagubiona i co rusz musiałam zerkać na plan obiektu, by wiedzieć gdzie jestem ;) Do teraz nie jestem pewna czy wetknęłam stopę do każdej wody i czy każda sauna mnie wygrzała.




   

 Dla lubiących ciszę i spokój to miejsce może być trochę zbyt gwarne. Tłumy jakie przewijają się przez te termy są ogromne!



 Moja przyjemność trwała prawie 5 godzin i w tym czasie widziałam tyle narodowości co nigdy, nasłuchałam się przeróżnych języków świata. Istna łaźnia Babel ;)
I absolutnie mi to nie przeszkadzało, byłam wprost zachwycona tą basenową wielokulturowością, możliwością podglądania ludzi z innych krajów jak wyglądają bez ubrań i jak się relaksują ;)
Błogie twarze mieli prawie wszyscy! Prawie, gdyż dwie włoskie pary pokłóciły się o leżaki i przez moment było głośno i wietrznie od ich gestykulowania rękoma. Zabawna sytuacja. Po jakimś czasie zreflektowali się walczący, że są obserwowani i burzą miłą atmosferę miejsca i troszkę zbastowali.

 
Temperatura wody w basenach wynosi od 18 do 40 stopni Celsjusza, a jeżeli jeszcze Wam byłoby za zimno, to sauny parowe potrafią rozgrzać do czerwoności :) Pociłam się chyba we wszystkich saunach jakie znalazłam. W kaskadowej z relaksującą muzyką, w parowej gdzie po minucie nie dojrzysz swojej stopy, w saunie zmieniającej kolory, a po 15sto minutowej rundzie skok do lodowatej wody.
Pod koniec dnia czułam się jak piękna Kleopatra mimo, że basenu z mlekiem nie było :D



 

Jest jeden minus tego miejsca,a może nawet i dwa, ale ten drugi to dla pedantów :p
Pierwszy to taki, że tłumy czasem bezmyślnie wchodzą i wychodzą z sauny zapominając zamknąć drzwi przez co temperatura spada i robi się zimniej, a nie o to w saunie chodzi. Weźmy taki przypadek z sauny zwanej Kaskada, która z założenia nie jest za gorąca, bo oferuje nam jedynie 65 stopni C. Siedzę sobie tam ja i jeszcze kilku innych ludków na takich kaflowych schodach, i siedzi jeszcze sobie pan Węgier na najwyższym stopniu, tuż przy drzwiach. Ludzie co chwilę wchodzą, posiedzą lub postoją czasem tylko 10 sekund i wychodzą. Wielu zapomninało o zamknięciu drzwi, zapewne myśląc, że ktoś jeszcze za nimi wchodzi. No i ten pan Węgier co rusz prosił "Close the door", z początku bardzo spokojnym głosem. Trafiła się jednak fala niezamykaczy, więc głos jego stawał się coraz donośniejszy i groźniejszy. Jak tam siedziała ten mój kwadrans i ten pan też, to minimum 10 razy słyszałam "Close the door!". Teraz, gdy nadrobiłam odcinki GoT zastanawiam się czy po moim wyjściu pan Węgier nie powtarzał już tylko "Clodor! Clodor! Clodor! ..." ;)



  
Zatem reasumując, jednym z minusów są niezamykacze drzwi, no ale to ludzie, a nie miejsce. Jeżeli chodzi o samo miejsce, to woda w basenach nie jest zbyt czysta, nie ma się jednak co dziwić przy takich tłumach. Sama jednak bym tego nie zauważyła, ale siedziałam w wodzie obok Holenderek i jedna z nich w pewnym momencie wskazywała coś palcem i panicznym głosem krzyczała do koleżanki "Vies! Vies! Vies!" (bankowo trzy razy to powtórzyła). Vies czyli brudny/brudna/brudne. Pływał sobie jakiś tam paproch, wytężyłam więc wzrok i wypatrzyłam takich ciał obcych więcej, no ale ja, to ja, mnie takie rzeczy nie ruszają. Było cieplutko, więc było przyjemnie! ;)



Na zewnątrz znajduje się jeden basen z cieplutką wodą, gdzie mnóstwo przyjezdnych, młodych ludzi strzela sobie selfie. Można tu tez wymasować plecy pod strumieniem wody oraz zagrać w szachy. Wokoło pełno leżaków, gdzie można wyciągnąć kończyny i poobserwować bawiącą się gawiedź. Jest też basen pływacki, ale by móc popływać trzeba mieć czepek. Tuż obok w budce siedzi strażnik, który kontroluje nakrycia głowy, ale bez obaw, bo wszystko można wypożyczyć lub kupić na miejscu. Wypożyczenie ręcznika kosztuje 3000 forintów węgierskich, a przy oddaniu odzyskujemy 2000 ;)
Warto zabrać ze sobą plastikową butelkę tudzież bidon, gdyż są krany z których płynie woda zdrowotna, bogata w różne pierwiastki oraz chlorki, bromki i inne.  Z jednego kranu leciała woda o brzydkim zapachu i paskudnym smaku, ale w innych była już bardzo smaczna. Stawiam stówę, że ta paskuda to pewnie ta zdrowotna woda ;) Dla zainteresowanych szczegółami łaźni zapraszam na ich stronkę. Na czas mistrzostw jest możliwość oglądania meczy mocząc się w basenie! To dopiero gratka ;)



Łaźnie Gellerta są o wiele spokojniejsze. W obu łaźniach byłam w środku tygodnia, w Szechenyi we wtorek, a w Gellerta w środę, zatem w weekend musi tam być jak na giełdzie.
Tutaj również przy słonecznej pogodzie można popływać i poszaleć wśród sztucznych fal na zewnetrznym basenie.



Łaźnie Gellerta wydają się być takie bardziej dystyngowane, z większym przepychem, ale z mniejsza ilością saun. Samo wejście zachwyca pięknymi witrażami i mozaikowymi podłogami.





Relaks tutaj jest troszkę droższy niż w Łaźniach Szechenyi, gdzie za wstęp zapłaciłam 4400 forintów. Różnica jest niewielka, a ja zapłaciłam jeszcze więcej (5500 forintów), bo miałam tu do dyspozycji prywatną kabinę na przebranie się, ale to tylko dlatego, że pan w kasie stwierdził, że mój plecak nie zmieści się do zwykłej szafki :(





Łaźne Gellerta ujęły mnie swoim wnętrzem i cichą, spokojna atmosferą. Popatrzcie sami! Czyś te wszystkie drobne szczegóły w wykończeniu nie są przepiękne? 



Było trochę turystów, ale głównie słychać było język węgierski oraz średnia wieku wynosiła około 60 lat.
Niestety saun było malutko, choć jedna była tak gorącą, że nie wysiedziałam nawet 5 minut, czego w Szechenyi nie było. Małe i urocze baseny z lodowatą woda znajdują się tuz przy saunach, więc efekt chłodzenia mamy ekspresowy!


Siedzę sobie zanurzona po szyję w takiej przyjemnej (12,8 C) wodzie, a obok mnie pan starszy Węgier. Przychodzi dwóch Francuzów i patrzy na nas i na temperaturę wypisaną na tabliczce robiąc przy tym wielkie oczy. Po chwili dyskusji jeden z nich zdecydował się na wejście i rozpoczęła się komedia :) Nie znam francuskiego, ale łatwo się domyślić co mówił, to wymachując rękoma, to obejmując siebie ciasno, to zanurzał nogę, to się wycofywał. Ostatecznie wszedł po pas i po dwóch sekundach wyszedł. Pan Węgier coś tam mruczał pod nosem z ironicznym uśmieszkiem, pogratulowali nam i sobie poszli ;)



Takich kompleksów z basenami, saunami i jeszcze innymi przyjemnościami, jak jacuzzi w Budapeszcie jest więcej. Gorąco polecam skorzystanie z któregoś, gdy zmęczycie się już zwiedzaniem. Z resztą tu też jest co zobaczyć!

Szia! :D  

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Nawet nie wiedziałam, że otrzymywanie komentarzy może być takie przyjemne :) Zapraszam!