14 grudnia 2016

Zjeść ciastko i mieć ciastko w Londynie.


Chciałam zobaczyć miasto nocą z Golden London Eye, podobno wygląda cudownie. Chciałam też zobaczyć zachód słońca i Londyn skapany w barwach złotej godziny. Chciałam zjeść ciastko i mieć ciastko. Gdybym tak przyczaiła się gdzieś za filarem, jak robiłam to za gówniarza w kinie by za darmoszkę obejrzeć kolejny film, to może przy drugim obrocie koła zastałaby mnie już niebieska godzina?






Chciałam zjeść angielskie śniadanie oraz Fish&Chips, a skończyło się na Pad Thai z krewetkami. Podobnie z resztą było w Budapeszcie, zamiast gulaszu był Pad Thai z tofu. [Żołądek domaga się chyba rewizyty w Tajlandii].Spałaszowałam jednak całą paczkę angielskich krówek – fundge, w pięciu lub sześciu smakach popijając brazylijskim espresso na Borough Market ;)








Chciałam w 3 dni zrealizować diabelski plan zobaczenia wszystkiego, nie przewidziałam jednak jak bardzo wciągną mnie dwa gigantyczne Muzea, Nauki oraz Historii Naturalnej.
W Muzeum Nauki jest jedna bardzo budująca lub dołująca dla niektórych ekspozycja, która ocenia wiek i poziom szczęścia zainteresowanego. Nie jest to stricte naukowa machina, ponieważ ocena wykonywana jest na podstawie porównania tysiąca twarzy, które przewinęły się przez muzeum. No ale do rzeczy, zostałam oceniona na 11 lat i na 100% szczęśliwą ;) Jest moc!










Chciałam wiele, w krótkim czasie, przy małym nakładzie pieniędzy, bo Londyn to skarbonka bez dna. Dobrze, że towarzyszyła mi ciotka, była takim nieświadomym hamulcem mojego szaleństwa. Gdybym była sama na bank wróciłabym z butami Alicji za 150 fuli ;)
Przedzieranie się przez dzikie tłumy na Camden Market, łypanie okiem na wszystko co bym chciała i mogłabym mieć, gdybym miała gdzie postawić, zajęło prawie cały dzień. 









Chciałam zobaczyć Londyn i zobaczyłam, i chcę wybrać się tam kiedyś jeszcze raz. Niesamowite miasto, na które patrzę trochę z sentymentem, bo będąc tam czułam się trochę jakby w domu. Z pewnością duży na to wpływ mają prawie trzy lata spędzone w UK mimo, że w zupełnie innym miejscu, jakim jest Walia. 









Niech będzie jeszcze jedno kółeczko ;)




2 komentarze:

  1. Ooooh wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia. Tesknie za Londkiem :((
    Kilka razy musialam sie zasmiac, przy tych butach Alicji, ktore jeszcze pamietam, przy pad thai na sniadanie i 11-letniej szczesciarze :D
    Tez uwielbiam te muzea i uwazam, ze 3 dni to za malo! Na szczescie mozna wracac. Swietna relacja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kiedy wracamy?
      Wciąż myślę o tych butach :)

      Dzięki i buziole!

      Usuń

Nawet nie wiedziałam, że otrzymywanie komentarzy może być takie przyjemne :) Zapraszam!